Page 56 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi. Arie Aksztajn (Eckstein) - Ulica Dolna.
P. 56

Reb Icchok pociesza mnie, żebym nie zwracał uwagi na takie drobiazgi
           jak jej krzyki, bo w głębi duszy to dobra kobieta. A we mnie od razu kołacze
           myśl: skąd mam wiedzieć przez taką warstwę tłuszczu, czy jest dobra, czy nie.
           I w związku z Dwojrą reb Icchok opowiada mi późnym wieczorem historię
           ich przyjaźni. Okazuje się, że oboje dorastali na jednym podwórku, rodzice
           Dwojry byli bardzo zamożni, a ona była jedynaczką.
             – Nie masz pojęcia, jaka była piękna. Nie było ani jednego kawalera, który
           by się nią nie zachwycał.
             Potem Reb Icchok opuścił podwórko. Kiedy wrócił, Dwojra była już żoną
           znacznie od niej starszego mężczyzny. Dzieci nie mieli. Mąż zmarł wkrótce po
           ślubie i zostawił jej ten dom, w którym mieszka. Nikt nie wie, dlaczego Dwojra
           zachorowała na chorobę, której żaden lekarz nie potrafi wyleczyć. Historia tej
           kobiety nic a nic mnie nie interesuje. Nawet nie wiem, jak w ogóle można jej
           współczuć. Dla mnie Dwojra nie jest tą Dwojrą, jaką była, to należy do reb
           Icchoka. Mnie interesuje dzisiejsza Dwojra. Człapiąca i wpadająca w złość
           nocna koszula.
             Mój dzień zaczyna się, gdy na dworze jest jeszcze ciemno. Uszczypliwo-
           ściami.
             – Nu, książę, dość wylegiwania się w łóżku.
             Zanim zdążę cokolwiek odpowiedzieć, dobiega drugi okrzyk:
             – Nu, wasza wysokość, nie raczysz odpowiedzieć?
             A kiedy odpowiadam, nieważne co, sypią się wrzaski:
             – Zamknij się, jak do ciebie mówię. Kiedy dorosły człowiek do ciebie
           mówi, próbuje cię pouczyć, to słuchaj. I jeszcze trzeba podziękować. Rozu-
           miesz?
             Nie wiem, czy milczeć, czy mówić. Gdyby wiedziała, co jej odpowiadam
           w głębi ducha, dostałaby wścieklizny. A może popełniam jakiś straszny

           występek? Ale prawda jest taka, że  zaczynam rozumieć Boga, który nie po-
           zwolił jej urodzić. Z taką matką lepiej, żeby dzieciak pozostał tam, gdzie był.
           Ciekawe, czy ten nieurodzony dzieciak o tym wie. A poza tym bardzo mnie
           ostatnio ciekawi, jak się robi dzieci. Częściowo wiem. Na początek mężczyzna
           wsuwa siusiaka do siuśki kobiety i pociera go w środku. Ale co dalej, nie jest
           dla mnie jasne. Ignac wytłumaczył mi, że każdy mężczyzna ma malutkie
           dziecko w siusiaku i kiedy pociera nim wewnątrz siuśki kobiety, dziecko
           z niego wychodzi. Takie małe, że go nie widać. Potem dziecko rośnie i rośnie
           w brzuchu kobiety, a na koniec, jak już jest wystarczająco duże, wychodzi
     54    z kobiecej siuśki, co jest oczywiście bardzo bolesne.
   51   52   53   54   55   56   57   58   59   60   61