Page 378 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi - Chava Rosenfarb. Drzewo życia - tom drugi.
P. 378

szczepione na ziemie Syjonu . Le-szono ha-bo bIruszolaim… Za rok w Jerozo-
                                       28
               limie…” 29


                                                 *



                  Nazajutrz rano wszyscy długo leżeli w łóżkach. Deszcz obmywał szyby, a nud-
               na szarość wisiała nad tym fragmentem pokoju, który zajmowali Ejbuszycowie.
               Mojsze spał przykryty po czubek głowy puchową kołdrą, spod której widać było
               tylko kawałek jego łysiny, rysującej się niczym matowa plama we wgłębieniu
               poduszki. Obok niego spał Szlamek, jego syn, ale jemu też było widać jedynie
               kawałek brązowej czupryny.
                  Łóżko, na którym spały Blumcia i Rachela, było wąskie, co sprawiało, że ich
               ciała leżały blisko siebie, nawzajem obdarzając się ciepłem. Żadna z nich nie
               spała. Rachela zgięła nogi pod przykryciem, a na wzniesionych kolanach oparła
               książkę. Nieco poniżej leżała ręka Blumci, pomarszczona od mydła, wyżarta przez
               sodę, z palcami owiniętymi paskami szmat w miejscach, w których utworzyły się
               pęcherze. Kilka zaleczonych plam po pęcherzach jaśniało na skórze różowymi
               błonkami niczym ślady po zdjętych pierścionkach.
                  Rachela czytała, ale równocześnie trzeźwo i w milczeniu obserwowała wy-
               mianę ciepła pomiędzy sobą a Blumcią. Tak jasny był język ich ciał, z których
               jedno kiedyś dało życie drugiemu. Ale w młodszym ciele coś czuwało – coś
               szczególnego, co było poza ogólnym czuwaniem, co radowało i sprawiało, że
               dziewczyna czuła się niezręcznie. Rachela nawet nie zauważyła, kiedy zbudziła
               się w niej ta odrębność, kiedy to, co bliskie i wierne, tak naturalne jak powietrze,
               którym oddychała, stało się przymglone, a w serce wkradło się uczucie obcości.
               Obawiała się tego uczucia, a im bardziej się go bała, tym wyraźniejsze się stawało,
               taki rodzaj dziwnego połączenia miłości i oddalenia.
                  Bardzo chciałaby cofnąć czas w nieodległą przeszłość, kiedy jeszcze w sposób
               oczywisty potrafiła nazwać wszystko, co czuje, kiedy każdy nastrój, nawet najbardziej
               niejasny, miał swój własny ton i kolor. Teraz wszystko było splątane, niemożliwe
               do pojęcia. Nawet w rozmowach z panną Diamant nie mogła się przyznać do tych
               nastrojów, jakby się obawiała wydobyć je na światło dzienne i tym samym uznać,
               że naprawdę istnieją w jej życiu. Po drugie wątpiła, czy w ogóle potrafiłaby znaleźć
               słowa, które pasowałyby do jej nastroju i były w stanie go opisać.



               28   Hagada…, s. 68–69.
               29   Za rok w Jerozolimie – tymi słowami kończy się pierwszy wieczór święta Pesach (w diasporze
                  także drugi). To słowa nadziei, że Żydzi wrócą z wygnania i rozproszenia, którego naród żydowski
         376      doświadczył po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej.
   373   374   375   376   377   378   379   380   381   382   383