Page 376 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi - Chava Rosenfarb. Drzewo życia - tom drugi.
P. 376
uroczystych i świąt, które nastąpić mają…” Umył ręce, a jego głos zadrżał, gdy
19
błogosławił i łamał macę, po czym zaczął ją rozdzielać.
Rywka i Blumcia oraz dwie najstarsze dziewczyny pobiegły do kuchni, do
łóżek Ejbuszyców, gdzie stało jedzenie otulone kołdrami i poduszkami. Podano
„ryby” zrobione z przemielonych ziemniaków z pietruszką i cebulą, ozdobione
z wierzchu czerwonymi krążkami marchewki. Rosół rybny, po którym pływały
tłuste oka oleju rzepakowego, smakował jak przed wojną. Tak też smakowały
knedelki i wszystkie pozostałe dania, które wjechały na stół, choć większość
z nich tylko nosiła dawną nazwę, ale zrobiona była z czego innego.
Czy Mojsze uzyskał teraz odpowiedź na swoje pytanie? Czy odpowiedź ta wciąż
jeszcze rozbrzmiewała w przestrzeni tej izby? W tej chwili to nie było ważne. Ta
właśnie chwila bez najmniejszej wątpliwości była błogosławiona łaską i dobrocią.
Cisza panująca nad stołem, w której było słychać tylko uderzanie łyżek o talerze,
stawała się coraz bardziej domowa. Wypełniała ją wspaniała muzyka – jakby
rozbrzmiewały flety i bębenki, a prorokini Miriam sama tańczyła ponad talerzami
i kieliszkami. Jakby widelec, łyżka i nóż stały się dzwoneczkami na jej nakryciu
głowy, kolczykami w jej uszach i cymbałami w jej dłoniach.
Potem umyto ręce i błogosławiono. Dwie młodsze dziewczyny szukały afiko-
manu. Wzniesiono trzeci kielich. W drzwiach, które otwarto dla proroka Eliasza,
pojawił się niewielki Żyd z długą, rzadką bródką:
– Radosnego święta, Żydzi! – zawołał i powoli zbliżył się do stołu.
– Mały Żyd! – zawołali wszyscy zgromadzeni przy stole. To był przydomek,
którym nazywali niewysokiego człowieka sprzedającego cukierki toffi, od jakiegoś
czasu zamieszkującego suterenę Iciego Meira Stolarza.
– Jak widzi się otwarte drzwi, to się wchodzi do środka – człowieczek porozu-
miewawczo mrugnął i przebiegł oczyma po twarzach osób siedzących przy stole.
Zatrzymał spojrzenie na dwóch najmłodszych dziewczętach: – Znalazły afikoman!
– przyjaźnie potrząsnął brodą i sięgnął do głębokich kieszeni swojego chałata. – No
i właśnie dlatego przyszedłem! – I wysypał kopczyk cukierków na stół. – Koszerne,
na Pesach! – Zwrócił się do Chaima: – Dorośli też mogą spróbować, bardzo proszę.
Czyż my wszyscy nie jesteśmy jak… chore dzieci? – W pokoju zrobiło się cicho,
a on pozwolił trwać tej ciszy niczym pełnemu nadziei znakowi zapytania. Jego twarz
i broda jaśniały. Z małych oczu rozbłyskiwały jaśniejące światełka. – Życzę wam
dobrego, zdrowego święta! – zawołał, pomachał ręką i wyszedł.
Zostawił otwarte drzwi, przez które z zewnątrz wyraźnie i ostro dobiegł głos
sąsiadki: „Gdy wrócił Bóg wygnańców Cyjonu, byliśmy jak senni. Wtedy napeł-
niły się weselem usta, a język nasz śpiewem. (…) Zasiewający we łzach sieją,
20
w radości żąć będą” .
19 Tamże, s. 35–36.
374 20 Ps 126. Cyt. za Psalmy, tłumaczył i objaśnił dr I. Cylkow, Warszawa 1883, s. 375.