Page 371 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi - Chava Rosenfarb. Drzewo życia - tom drugi.
P. 371

do domu sam. Tym razem jednak przyszedł z nim gość – wychudzony mężczyzna
                  w podartym chałacie, postrzępionym, okrągłym kapeluszu, z brodą obwiązaną
                  brudną, ciemnoczerwoną szmatką.
                     – Dobrego święta! Dobrego święta! – Chaim wykrzyknął głośno i uwolnił brodę
                  z fildekosowego worka, w którą była owinięta. Od szala, którym zakrywał swój
                  zarost, swędziała go skóra pod brodą. – To reb Zisl Grin – przedstawił gościa.
                     Reb Zisl mruknął coś wstydliwie, po czym zdjął z brody czerwoną chustkę.
                     – Z chustką wokół brody wygląda się tak, jakby się cierpiało na ból zęba – za-
                  żartował i wręczył Rywce paczuszkę owiniętą w ręcznik. – Oto mój kawałek macy…
                     Nie zdążyli odejść od drzwi, gdy nadeszła Estera. Również ona była wystrojona,
                  ale sukienka wisiała na niej, a twarz była blada. Podała Rywce paczkę swojej macy.
                  Nowina, którą miała dla ciotki, nie była najlepsza. Kierownik powiedział jej dzisiaj
                  przed zakończeniem zmiany, że na polecenie Prezesa zostaje usunięta z kuchni.
                     Rywka zagryzła wargi:
                     – Biada mi – jęknęła – wyrzucili cię. Może przez nas… przez tę odrobinę
                  zupy, którą szmuglowałaś.
                     Estera zaśmiała się. Z powodu takich grzechów należałoby zwolnić cały
                  personel kuchni. Zapewniła Rywkę, że jest naprawdę szczęśliwa, iż to się stało,
                  i chociaż obie wiedziały, że wcale tak nie jest, Rywka przywdziała na twarz blady
                  uśmiech:
                     – Chodź do stołu, chodź do stołu! – zawołała, przecierając oczy. – Niechaj
                  nic nie zakłóci nam święta.
                     Reb Chaim przysunął się do niej i szepnął na stronie:
                     – Starczy ci dla Grina? Jego żona, biedaczka, zmarła… Dziecko ma w szpi-
                  talu. W Hagadzie jest wyraźnie napisane: każdy, kto jest głodny, niech przyjdzie
                  spożywać. Każdy, kto jest w potrzebie, niechaj wejdzie i świętuje Pesach…
                     Zasłona w kuchni poruszyła się i wyszli spoza niej Ejbuszycowie. Mojsze miał
                  na sobie białą koszulę z kolorowym krawatem. Jego marynarka była zapięta na
                  wszystkie guziki. „Geluech!”  – coś jęknęło w Chaimie na widok jego dokładnie
                                         8
                  ogolonej twarzy, która była tak gładka jak jego czoło i połowa łysej głowy. Mimo
                  to jednak przyjaźnie ujął Mojszego za ramię. Chciał go prosić tylko o jedną rzecz
                  – aby nie siedział przy stole z odkrytą głową. Nie zdołał jeszcze sformułować
                  swojej prośby, gdy dostrzegł w rękach sąsiada szarą maciejówkę.
                     Mojsze przykrył nią swoją łysinę i pochylił się do ucha reb Chaima.
                     – Znam tego Grina. Trzeba się mieć przed nim na baczności. Dwa razy go już
                  złapano na wykradaniu racji z domów.
                     Reb Chaim łypnął na niego zdrowym okiem i odpowiedział również szeptem:
                     – On już nie będzie więcej kradł… Nie ma dla kogo.
                     Powoli, trochę wstydliwie, wszyscy zajęli swoje miejsca przy nakrytym stole.



                  8  Geluech – tradycyjne określenie Żyda o ogolonej brodzie, również w znaczeniu pejoratywnym.  369
   366   367   368   369   370   371   372   373   374   375   376