Page 139 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi - Chava Rosenfarb. Drzewo życia - tom drugi.
P. 139

11
                  tekstu jakiejś innej pieśni: – Gdy żydowska krew tryska spod noży … – ten sam
                  rytm, ta sama liczba akcentów, ten sam język, który brzmi jak strzelanie z bicza,
                  zgrzytanie zębami, śmiech szatana.

                     Złączcie ręce, miliony!
                     Pokochajcie cały świat!
                     Bracia – nad sklepieniem gwiazd
                     Mieszka Ojciec upragniony.

                     Rachela usłyszała w sobie gorzki śmiech: „Złączcie ręce, miliony! Pokochajcie
                  cały świat!”. Wyraźnie dotarło do niej: „Wkrótce zginiecie, miliony! Śmierć wam
                  zada cały świat!” – A „Ojca upragnionego” czyż nie „wysiedlono” już sponad
                  „sklepienia gwiazd”? Czy niebo nie zostało opróżnione z jakiegokolwiek boga,
                  z jakiegokolwiek ideału? – Wszystko to brzmiało tak strasznie i śmiesznie za-
                  razem, że Rachela musiała przesłonić ręką usta, aby nie wybuchnąć pełnym
                  goryczy śmiechem lub okrzykiem gniewu.
                     Za oknem ptak huśtał się na gałęzi, a huśtając się, odchylał ją, odsłaniając
                  odrobinę białego nieba, które wyglądało jak białko oka z ptakiem – ruchomą
                  źrenicą pośrodku – oka, która zagląda do środka. Rachela bardzo pragnęła,
                  żeby to oko widziało, żeby ktoś daleki, stojący na zewnątrz, ujrzał to wszystko
                  i wszystko wytłumaczył. Ale wiedziała, że to oko jest okiem, które nie widzi,
                  pustką, która nie słyszy, że nikt z zewnątrz tu nie zajrzy i że nikt niczego nie
                  wyjaśni. Gwałtownie odwróciła głowę w kierunku nauczycielki. Chciała napotkać
                  jej spojrzenie, chciała dowiedzieć się, co pani Fajner czuje, gdy czyta ten wiersz.
                  Może chce tylko zaakcentować ironię losu?
                     Nauczycielka nie patrzyła na klasę. Nie patrzyła również w książkę. Jej spojrze-
                  nie zawisło nieruchomo ponad głowami dziewcząt, skierowane na przeciwległą
                  ścianę, jakby tej ściany tam nie było – jakby rozciągała się tam niezmierzona
                  dal. Jej twarz również była nieruchoma. Jedynie usta się poruszały. Malował się
                  na nich wyraz nabożności i miłości. Rachela nigdy w życiu nie widziała takiego
                  wyrazu na twarzy zawsze rzeczowej pani Fajner. Dziewczyna była zdumiona. Nie
                  mogła oderwać wzroku od tej twarzy, od tych oczu. Może dlatego poczuła nagle,
                  jak wbrew jej woli wciąga ją ta melodia, ten rytm, te słowa. Nie było już tamtego
                  rytmu, tamtego języka – żadnego języka, żadnych słów.




                  11   Heckerlied… – pieśń rewolucyjna, powstała podczas rewolucji badeńskiej (1848/1849). Nazwa
                     pochodzi od nazwiska Friedricha Heckera, jednego z przywódców rewolucji republikańskiej w Niem-
                     czech, który po stłumieniu rewolucji uciekł do Szwajcarii, a następnie wyemigrował do Stanów
                     Zjednoczonych. W drugiej połowie XIX i na początku XX w. pojawiły się inne wersje tej piosenki,
                     a następnie jej antysemicki wariant na początku lat 20. XX w., który rozprzestrzenił się za sprawą
                     nacjonalistycznej formacji paramilitarnej Freikorps.              137
   134   135   136   137   138   139   140   141   142   143   144