Page 368 - Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi - Chava Rosenfarb. Drzewo życia - tom drugi.
P. 368

Grządki na podwórzach, a także rynsztoki i klozety pobielone wapnem na
               rozkaz Prezesa, nadały gettu odświętny wygląd i nawet nudne, nieustannie
               padające deszcze nie mogły popsuć tego wrażenia. Zbliżanie się żydowskiego
               święta, i to w dodatku święta Pesach, uniezależniło nastroje jego mieszkańców
               od pogody. W sercach jaśniało słońce i nikomu nie przeszkadzało, że tu i tam
               rozkopane grządki zamieniają się w błotniste kałuże, a rynsztoki – w rzeki.
               Wręcz wydawało się, że w ten sposób getto się oczyszcza. Ponad strumieniami
               wody, które upodobniły domy do szarych, znieruchomiałych statków, nie można
               było nawet rozłożyć desek, ponieważ drewno było na wagę złota i ważono je na
               kilogramy. Ale za to posiadano trepy na drewnianych podeszwach i to właśnie
               w nich przekraczano kałuże, aby iść tam, gdzie iść należało. I tak deszcz zalewał
               getto, jakby miało zatonąć, a mimo to jego mieszkańcy wypływali na powierzchnię
               na łódkach nadziei. Wedle starych znaków było oczywiste, że wojna niedługo
               się skończy.
                  Tuż przed Pesach obok plakatów informujących o rozdziale racji żywnościowych
               na święto pojawiły się inne obwieszczenia, w których była mowa o dobrowolnej
               rejestracji do pracy poza gettem – dla mężczyzn od 18 do 45 roku życia i dla
               kobiet od 20 do 30 roku życia. Natychmiast ożywionymi ulicami zaczęły płynąć
               strumienie obładowanych plecakami, obwieszonych naczyniami ludzi, którzy
               dobrowolnie zgłaszali się do wysyłki, za nimi zaś biegli pozostali członkowie
               rodzin, kobiety, dzieci, rodzice, towarzysząc ochotnikom aż do więzienia przy
               ulicy Czarnieckiego, skąd odchodziły transporty.
                                                              3
                  Do tego, jakby dla uczczenia pierwszej uczty sederowej , nadeszły wiadomości,
               że Niemcy przełamali front na Bałkanach i odnoszą zwycięstwa w Jugosławii,
               Grecji i Afryce. Więc serca mieszkańców getta zaczęły drżeć z obawy o los Erec
               Isroel. Sama wigilia Pesach przyniosła mokre niebo i szarość w powietrzu oraz
               zimny wiatr, który smagał ciała i przejmował chłodem dusze. Nagłe rozczarowanie
               spadło na getto w pierwszą noc sederu.
                  Chaim Pończosznik i jego żona Rywka z dużym trudem starali się zachować
               świąteczny nastrój. Ona zamieniła się z czasem w skurczoną kobiecinkę, która
               ledwo chodzi. Na jej wychudzonej twarzy wyraźnie rysowały się sine, niemal
               fioletowe kości policzkowe. Wargi, otoczone siecią setek drobnych zmarszczek
               niczym cienkimi cięciami nożem, nie były w stanie utrzymać się razem, jakby
               mięśnie wokół nich osłabły, więc kładły się jedna na drugiej, tworząc linię ust
               wykrzywioną w wyrazie nieopisanego cierpienia. Jej nos, kościsty i szpiczasty,
               zawsze był w okolicach nozdrzy czerwony od przeziębień i częstego płakania,
               a oczy – jak u innych mieszkańców getta – dominowały nad całą twarzą. Z ciem-




               3    Seder – uroczysta kolacja spożywana w gronie rodziny w pierwszą, a w diasporze także w drugą
                  noc Pesach. Podczas wieczerzy obowiązuje specjalny porządek (seder – dosłownie: porządek)
         366      według przepisów i zwyczajów. Towarzyszą jej także określone rytuały i modlitwy.
   363   364   365   366   367   368   369   370   371   372   373